2011-06-04 21:46:12

Zgąbczenie mózgu - pierwsza faza.
Jedno jest pewne - każda dziewczynka marzy o księciu z bajki. Każda z nas uzewnętrznia to marzenie w niemal identyczny sposób: ledwo nauczymy się trzymać ołówek w ręku, szkicujemy na marginesach zarys jego białego konia (!przerwa na płukanie ust!). Wizja księcia dodaje nam otuchy od lat wczesnoprzedszkolnych, okrywając rzecywistość lekką mgiełką, uniemożliwiającą trzeźwą ocenę tej rzeczywistości. I chociaż każda z nas jest do bólu niepowtarzalna, łączy nas jeszcze jedna rzecz: u drzwi każdej dziewczynki prędzej czy później, na mniejszym lub większym koniu, pojawia się książę. I niezależnie od tego, czy mamy wtedy 15 lat, czy moze 50, zawsze, absolutnie zawsze rozpoznamy księcia w księciu i, choćby zaróno koń, jak i jeździec pozostawiali sobą wiele do życzenia, będziemy do znudzenia układać w głowie bajki o naszym pięknym pałacu i o wiecznych dzikich harcach pod zdobionymi sztukaterią sufitami.
<koniec pierwszej fazy>

skomentuj (0)

2011-04-27 21:58:18
Serum na łamliwą jaźń
Są w mym życiu takie chwile, kiedy szorstkie kropelki spływają po ciele, odurzając zapachem cynamonowej bomby kalorycznej. I wtedy mój przełączony w stan oczekiwania móżdżek zaczyna pracować, wyświetlając zakopane głęboko w pamięci obrazki czasów, w których nie było jeszcze facebooka, a laptop nie mruczał słodko na kolankach. Widząc taki obraz, mój otumaniony tanią, powodującą  gwałtowny przerost wątroby papką umysł-przeżuwacz, na kilka chwil odzyskuje dawną jasność i uświadamia sobie, w jak ciasną klatkę sam siebie zamknął. Ta myśl jest na tyle agresywna, że natychmiast uruchamiają się skrypty bezpieczeństwa, przełaczając umysł w stan oczekiwania i redukując jego funkcje do minimum niezbędnego każdemu przeżuwaczowi. A w skrócie: bywa, że rano i wieczorem miewam myśli. Czego i Państwu życzę.

P.S. To miała być notka dla M. Aczkolwiek... tworzenie wstępu uruchomiło opisane powyżej skrypty. Muszę jeszcze popracować nad ich obejściem. Ale będzie. Obiecuję. Będzie. 

skomentuj (0)

2010-07-19 11:14:33
Wolne żarty...
Mój piękny umysł spędził ostatni rok, siedząc na drewnianym stołku, paląc lekkie zioło i rozważając, czy lepiej być pełną wątpliwości mrówką, czy narcystycznym mrówkojadem. I chociaż z pozoru odpowiedź wydaje się być prosta, a na mój umysł pada podejrzenie próby wymuszenia kolejnego roku dyndania nogą na drewnianym stołku, pozory, jak to pozory, tworzą artefakty.


Na parapecie okiennym mojego sąsiada, w pękatej, glinianej doniczce rośnie egzotyczny kwiat.
Właściwie to nie tyle żyje, co cicho egzytuje i nie tyle kwiat, co dwa smukłe, lekko pożułkłe liście, które błagają o odrobinę słońca. Gdyby tylko miała szansę, roślina zakwitłaby kaskadą fioletowo-kremowych kwiatów, które, zrywane podmuchami wiatru, spadałyby na wąską, brukowaną uliczkę, rozdzielającą nasze kamienice.
Przywiędłe kwiaty na wygładzonym przez wieki tysiącami ludzkich stóp bruku mogłyby przykuć uwagę zbłąkanego turysty, bo jedynie turystę mógłoby skusić wąskie i ciemne niczym tunel przejście między dwiema zapuszczonymi kamienicami na Starym Mieście.Natknąwszy się na kolorowe płatki kwiatów w tym ciemnym, wilgotnym miejscu, turysta zadarłby głowę i zobaczył szeroko otwarte okno, a w nim parę szaro-niebieskich, obłąkanych oczu, śledzących spod słomianozłotej grzywki każdy jego swobodny, jak przystało na turystę, nieskrępowany konwenansami rodzinnego miasta, ruch.
skomentuj (0)

2009-07-06 21:39:54
after working day is done...
Zatem nic już nigdy nie będzie takie samo... Wracając dziś o 21 z pracy, zobaczyłam w pewnej wiosce nieopodal grupkę młodzieży, wracającej (a może dopiero idącej na) z imprezy plenerowej. A że miałam akurat otwarte okno i mocno, z całych sił wdychałam zapach spalin zmieszany z intensywnym zapachem lata, utworzonym z połączenia woni rozgrzanego słońcem asfaltu i dojrzewającego w słońcu rzepaku, to moje myśli, przez chwilę nie pilnowane przez nikogo, zawędrowały pod pewną odległą ścianę, na której wisiał pewien szczęśliwy obraz. Obraz tłumnej, młodocianej libacji na wiadukcie koło zalewu, obraz spaceru powrotnego z Miernikiem po torach kolejowych do domu (pamiętasz, Mierniku?). Sama nie wiem, dlaczego akurat ten obraz... dlaczego nie inny obraz, ten właściwszy, ten bardziej na miejscu? Może dlatego, że przy tej właściwszej do wspominania okazji urwał mi się film i nie pamiętam drogi do domu?...
skomentuj (0)

2009-06-23 20:46:15
bomb - like
Heh... zabawne, aż do dziś byłam przekonana, że trzaski i szumy w "Hell is around the corner" trickiego to kwestia jakości mojej pirackiej empetrójki:)
Ta płyta (maxiquaye) po wieki będzie kojarzyć mi się z pewnymi białymi wakacjami. Dobrze będzie się kojarzyć.
skomentuj (0)

2009-06-11 20:09:41
...a jednak czasem piszę...

Cóż począć, żeby ochłonąć? W pierwszym rzędzie postanowiłam się w końcu wyspać. Po pierwsze dlatego, że szalenie lubię spać, bo moje skrzypiące łóżko pobudza moją fantazę i sny miewam zwykle kolorowe , a po drugie po to, aby przywrócić mojej cerze jej dziecięcy blask, którego nie miałam szansy oglądać w lustrze od bardzo, bardzo dawna. Połóżyłam się więc spać ze wszystkimi ceregielami i z nadzieją, że nazajutrz obudzi mnie pierwszy promień słońca, który zwykle o tej porze roku ma szansę dotrzeć do mego pokoju koło jedenastej. Tymczasem już o siódmej trzydzieści obudził mnie sympatyczny dzwonek mojej komórki. Wymacałam nieszczęsny telefon ręką pewna, że na wyświetlaczu pojawi się mój drogi Operator Sieci, któremu nie raz i nie dwa zdarzało się dosyć dosadnie pokazywać mi, w jak wielkim poważaniu ma moje szlacheckie nawyki. Jakież było moje zdziwienie, kiedy zamiast misia ujrzałam cycatą panią managjer pewnej szacownej firmy, świadczącej dla naszej szacownej firmy pewne szacowne usługi.Później było już tylko gorzej. Gorzej na tyle, że pozwolę sobie przemilczeć.


skomentuj (0)

2009-06-08 18:52:16
Nie piszę o ciężkich porankach
Zazdrośnik ze mnie;/ I złośliwiec. I leń. I Niech się nawet wali i pali. Nie odbiorę telefonu.
A w kwiestii zazdrości. I złości. Znów dałam się nabrać, drodzy moi. Dałam się podpuścić, i to sobie samej. Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek wcześniej była tak zdezorientowana. No... może raz...

http://gorgetta.blox.pl/2006/11/MOJ-SZEF.html

TEŻ TAK CHCĘ
skomentuj (0)

 

księga gości

 

 

ARCHIWUM

2011
czerwiec
kwiecień
2010
lipiec
2009
lipiec
czerwiec
maj
luty
2007
listopad
kwiecień
marzec
2006
sierpień
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad